17.10.2016r. Kotka z wrośniętym w jamę brzuszną drutem

17.10.2016r.
Niedawno pisałyśmy o malutkiej kotce, która została skazana na okrutną śmierć przez jakiegoś chorego zwyrodnialca- miała umrzeć z głodu i wycieńczenia w worku powieszonym wysoko na drzewie. Z tego samego miejsca trafiła do nas wczoraj kolejna kotka. Sposób zadania jej cierpienia jest równie okrutny, bardzo finezyjny, wymagał planu, sprytu, przygotowania.
Trzeba było zwabić ufną do granic koteczkę, złapać ją mocno, żeby nie próbowała się wyrywać, obezwładnić, należało trzymać ją tak mocno, żeby ze strachu przed kolejnym zadaniem jej bólu przestała się wyrywać. Co odczuwał ten, kto to zrobił? Satysfakcję z zadawania bólu słabszej istocie, przekonanie o własnej sile? Potem, kiedy kotka nie miała siły się poruszyć, wystarczyło wyjąć przygotowany wcześniej drut i zawiązać go ciasno wokół jej ciała. Są dwie możliwości- jedna jest taka („lepsza”), że kotka w takim stanie została puszczona, druga- że została gdzieś powieszona na tym drucie i tak wisiała, póki ktoś jej nie znalazł i nie odciął. A potem… puścił.
Niemniej- drut boleśnie wrósł się w jej ciało, każdy ruch musiał sprawiać jej niewiarygodnie wielki ból od długiego czasu. W takim stanie kotka chodziła po wiosce. Jak zwykle- pomogła tylko jedna osoba, mimo, że widziało to wiele osób.
Drut był zaciśnięty tak mocno, że większość organów wewnętrznych przemieściła się w górę ciała. Konieczne było otwarcie jamy brzusznej aby przeciąć drut.
02.10.2016r. Dzisiaj kotka, która otrzymała na imię Marysia, miała ściągnięte szwy i dostała ostatni antybiotyk. Zaczynamy się pilnie rozglądać za szukaniem dla niej domu. Marysia, mimo przykrych przeżyć, to łagodna i przymilna kotka.
Insp. Izabela T.